sobota, 14 grudnia 2013

Epilog. "Śmierć była zbyt słaba, by rozłączyć ich miłość"


 "Wróciłem do Ciebie, stoję tu jak dawniej, 
Chciałbym Cię przytulić, Kocham Ciebie Skarbie.
Śmierć zabrała mnie, lecz moja dusza pozostała, 
Obiecałem Ci, że nigdy nie zostaniesz sama !
To uczucie było zawsze silniejsze od śmierci 
Nikt nie rozerwie tej więzi!"


Nie mogła usiedzieć na miejscu. Przechadzała się z jednego końca korytarza na drugi, a operacja co raz bardziej się dłużyła. Co chwilę spoglądała w stronę drzwi prowadzących na blok operacyjny z nadzieją, że w końcu ujrzy w nich lekarza. Pielęgniarki zaproponowały jej nawet podanie środków uspokajających. Nigdy nie widziała kadry w aż takiej rozsypce. Morgenstern pił trzecią puszkę redbulla twierdząc, że go odstresowuje, Kofler tępym wzrokiem lustrował ścianę,a Loitzl po raz setny sprawdzał, czy płytki są równo ułożone. Fettner znów gdzieś zniknął. Nie chciał dać spokoju chirurgowi, odkąd ten wyszedł z sali operacyjnej i wciąż wypytywał o stan kolegi. Zwykle spokojny i zrównoważony Pointner uderzył dłonią w zasłoniętą szybę, za którą odbywał się zabieg. Tak mijały kolejne minuty przepełnione nadzieją i bezczynnością. Dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że momentalnie się odwróciła. Oczy wszystkich były zwrócone na siwiejącego mężczyznę, który ściągał z twarzy maskę ochronną. Fakt, że jak do tej pory się nie odezwał, wzbudził w niej jeszcze większy niepokój.
 - Co z nim, panie doktorze ? 
Chwila prawdy, której obawiała się chyba najbardziej. Starała się odczytać cokolwiek z miny lekarza, która nie wskazywała na nic dobrego. 
- Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, przykro mi. 
- Niee ! - pewnie nikt nie spodziewał się, że drobna istota może aż tak głośno krzyczeć. Przepełniona złością, usiadła przy ścianie i schowała twarz w dłoniach. Nic do niej nie dochodziło... Płakała niczym małe dziecko pozbawione ulubionej zabawki. Doskonale wiedziała jak wszystko się potoczy... Jednak w tej chwili nie potrafiła wyobrazić sobie życia bez skoczka. Histeryczny płacz pozbawił ją sił. Przypomniała sobie o istotnej sprawie- obiecała mu, że będzie silna. Otarła twarz chusteczką i z pomocą Thomasa podniosła się z podłogi.
 - Mogę tam wejść ? - zapytała łamiącym się głosem starając zapanować nad kumulującymi się emocjami.
 - Lepiej nie... - trener kadry objął ją ramieniem. 
Popatrzyła błagalnie na lekarza. Uległ jej prośbom i wpuścił ją na salę. Leżał jak gdyby pogrążony w śnie, z którego powinien za chwilę się wybudzić. Cera bledsza niż zwykle, sine usta, szczelnie zamknięte oczy.Uścisnęła lodowatą dłoń blondyna,a po jej policzku znów spłynęły łzy. Patrząc na jego bezwładne ciało, ogarnęła ją fala wspomnień. Tych dobrych, których przed przyjazdem tu nie miała zbyt wiele. 
- Gregor - wyciągnął dłoń w jej kierunku.
- To chyba trochę niezręczne. Przedstawiać się komuś, kto doskonale zna cię ze skoczni. Alexandra.
- Może troszkę - wciąż był spięty - ty też kiedyś skakałaś, prawda ?
Doskonale pamiętała dzień, w którym go poznała. Poznała i znienawidziła, ponieważ od razu wspomniał o przeszłości. Chciała jak najszybciej stracić go z oczu. Teraz zrobiłaby wszystko, by móc mieć go przy sobie. 
- Pomogę ci wrócić... - wyszeptał tuż nad jej uchem. 
- A ja ? Co powinnam zrobić w zamian ?
- Po prostu bądź.
- Już na zawsze ?
- Na zawsze.
Później ten jeden moment, w którym stał się najbliższą mężczyzną jej sercu. Szkoda, że 'na zawsze' trwało tak krótko. Może po prostu nie zasługiwała na jego miłość ? Był ideałem, najlepszym skoczkiem na świecie, a ona ? Głupią dziewczyną bez ambicji, która potrafiła jedynie pić, palić i dobrze się bawić. Nie chciała do tego wracać.
Straciła poczucie czasu. Przyszedł po nią zaniepokojony Andreas, który sam ledwo powstrzymywał łzy. Na korytarzu bez żadnego słowa wyjaśnienia wręczył jej białą kopertę. Wspomniał tylko, że powinien oddać ją dopiero po pogrzebie, ale jakaś wewnętrzna siła nie pozwalała przytrzymywać mu jej dłużej. Usiadła na seledynowym krześle, po czym wyciągnęła kartkę. 
"Nie żałuję swojej decyzji. Siedząc tu, prowadząc po pierwszej serii i czekając na skok, czuję się spełniony. Jeśli się uda, medal jest twój. Jeszcze raz dziękuję. Za to, że byłaś. Pamiętaj, co mi obiecałaś. Kocham Cie."
Gregor
  ~Rok później~

 Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym. Falun. 
Historia zatacza koło. Od jego śmierci minął zaledwie rok, ale Alex zdążyła już wejść do światowej czołówki. Tym razem to ona prowadziła po pierwszej serii. Zmieniła obywatelstwo i reprezentowała Austrię. Na sygnał trenera, odepchnęła się od belki startowej i ruszyła po rozbiegu. Na początku musiała delikatnie skorygować lot, ale w końcowej fazie wszystko poszło idealnie. Wylądowała kilka metrów za punktem konstrukcyjnym. Kiedy obok jej nazwiska pojawiła się jedynka, instynktownie popatrzyła na niebo.
- Tym razem to ja wygrywam dla ciebie... - szepnęła, po czym została stratowana przez tłum uradowanych koleżanek. 

~*~
Dziękuję. :)
Wszystkim, którzy kiedykolwiek tu zaglądnęli. Za każde wyświetlenie, każdy komentarz. 
Szczerze mówiąc, jestem zadowolona z tego epilogu. Czego nie mogę powiedzieć o całym opowiadaniu. ;) Chyba wszyscy wiedzieli, jakie będzie zakończenie. 
Tak jak planowałam, wyrobiłam się do 14 grudnia. Dlaczego ? Właśnie wtedy zaczęłam przygodę z pisaniem. Dokładnie rok temu, w piątek, na cholernie nudnej ostatniej lekcji, wyrwałam kartkę z zeszytu i napisałam prolog do swojej pierwszej historii. Zaczynałam od piłkarskich opowiadań. Najpierw Cristiano Ronaldo, następnie Alvaro Morata. Któregoś dnia trafiłam na tego bloga: http://oliwka-i-skoczkowie.blog.onet.pl/. To właśnie on zainspirował mnie do napisania czegoś skocznego. 
 Nie mam zamiaru się żegnać, bo...
Zamierzam wystartować z nową historią ;) Tym razem mieszanka polsko-niemiecka z domieszką Austrii. W innych klimatach, bo pisanie smutnych historii chyba mi nie leży :/ 
Link powinien pojawić się tu za tydzień, tuż przed świętami. 
Pozdrawiam <3 

środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 5. "Po raz ostatni ścisnęła mocniej jego dłoń, po raz ostatni spojrzała w czekoladowe tęczówki, po raz ostatni posmakowała jego ust..."


Kadra Austriaków godzinę przed konkursem udała się na oficjalne treningi. Wszyscy prócz Schlierenzauera,który zmierzał do lokalnego. Tym razem nie sam. Towarzyszyła mu Alex, która zajmowała siedzenie pasażera. Odkąd o wszystkim jej powiedział, czuł się jakoś lepiej, zrobiło mu się lżej.Gdy trafili do wyznaczonego miejsca, zaparkował samochód, po czym oboje ruszyli w kierunku szpitalnych drzwi. Dziewczyna stresowała się wynikami badań o wiele bardziej niż sam skoczek. Bała się, że jemu również się to udzieli, więc wolała po prostu się nie odzywać. Szli wzdłuż charakterystycznie oświetlonego, pustego korytarza. Co jakiś czas mijali pielęgniarki, które zalotnie trzepotały rzęsami na widok obecnego lidera Pucharu Świata. Jednak po napotkaniu karcącego spojrzenia brunetki idącej obok niego, niechętnie odwracały wzrok w drugą stronę. Bez problemu dotarli na oddział kardiologiczny.Po raz ostatni ścisnęła mocniej jego dłoń, po raz ostatni spojrzała w czekoladowe tęczówki, po raz ostatni posmakowała jego ust... 
- Będzie dobrze... - szepnęła, choć sama dobrze wiedziała, że te puste słowa nie mają najmniejszego sensu. Najwyraźniej próbowała uspokoić siebie, bo chłopak już dawno pogodził się z przyszłością. 
- Dobrze wiesz, że nie będzie - gorzko się uśmiechnął - Obiecaj, że jeśli wygram, wrócisz do skoków. A, gdy usiądziesz w końcu na belce startowej, wiedz, że zawsze będę przy tobie. Tylko po drugiej stronie. Bądź silna. 
Zapukał delikatnie w białe drzwi, za którymi znajdował się gabinet lekarza. Za zleceniem doktora Wernera miał przeanalizować wyniki badań i w razie potrzeby zatrzymać skoczka na oddziale:
- Na pana miejscu, w takim stanie nigdy nie poszedłbym na skocznię. Jednak nie mogę zabronić, ponieważ nie jest aż tak fatalnie. 
- Czyli mogę już wyjść ? - zapytał lekceważąco. Spotkanie z doktorem było dla niego jedynie formalnością. 
-  Naprawdę jesteś aż taki głupi ?! - zrezygnował z jakichkolwiek form grzecznościowych - To duży stres, wysiłek. Twoje serce może tego nie wytrzymać. 
- I tak już niezbyt długo wytrzyma. Dziękuję za konsultację, do widzenia. 
Mężczyzna w białym kitlu odprowadzał go wzrokiem z nadzieją, że jeszcze zmieni decyzję. Nic takiego się nie stało. Bez skrupułów karcił w myślach młodzieńca, choć musiał stwierdził, że trochę mu zaimponował. Być może uporem i ambicją, która od niego emanowała. Momentalnie posmutniał, gdy uświadomił sobie, że ktoś taki wkrótce odejdzie z tego świata. Nie miał żadnych optymistycznych opcji, uważał, że jeśli dojdzie do operacji, ta również się nie powiedzie. Znajomi raczyli nazywać go pesymistą, choć wolał określenie 'realista'. Zazwyczaj jego ciemne wizje się potwierdzały. Sięgnął po telefon,  by poinformować kolegę a Austrii o decyzji jego podopiecznego.

~*~
- Thomas, mógłbym cię o coś prosić ? - skoczkowie czekali na swoją kolejkę w przeznaczonym do tego domku. 
- O co chodzi ?
Morgensternowi udzielił się nastrój pozostałych i siedział jak na szpilkach w oczekiwaniu na swój skok. Był pewien, że przyjacielowi chodzi o jakąś drobnostkę.
- Dasz jej to po moim pogrzebie - wręczył mu kopertę. 
- Popierdoliło cię ?! - wrzasnął, przerywając grobową ciszę panującą w pomieszczeniu - O czym ty mówisz, stary ?! 
Cofnął dłoń kolegi i jeszcze raz pokręcił głową na znak degustacji. Według Schlierenzauera nie był to odpowiedni moment, żeby powiedzieć koledze z kadry prawdę, więc z rezygnacją odłożył białe zawiniątko na sąsiednie krzesełko.
 - Testament ? - zaśmiał się Kofler, który również nie znał powagi sytuacji - Jeśli jest tam coś dla mnie, z pewnością przekażę kopertę tej drobnej brunetce. 
- Dzięki Andreas - wysilił się na uśmiech. 
- A tak na poważnie... Do ciebie nie dochodzi,że prowadzisz ? Powtórzysz skok w drugiej serii i zostaniesz Mistrzem Olimpijskim. 
Czuł, że zbliża się ku końcowi. Co jakiś czas robiło mu się słabo, a w okolicach serca odczuwał co raz większy ból.W napięciu obserwował kolejnych zawodników lecących nad zeskokiem. Jego twarz przeszywały grymasy bólu, który stawał się nie do zniesienia. Może był szaleńcem, ale wcale nie żałował swojej decyzji. Dlaczego tak bardzo zależało mu, żeby Alex kontynuowała karierę ? Odpowiedź była banalnie prosta. Bał się, że sobie nie poradzi. Jeśli postawi sobie jakiś cel, z pewnością nie zrezygnuje z niego zbyt szybko na rzecz używek. Dwa miesiące, które zapowiadały się na najgorsze w jego życiu, okazały się najlepszymi. W końcu udało mu się doświadczyć prawdziwej miłości. To on miał jej pomóc za zleceniem trenera, wyszło zupełnie inaczej. Dzięki swojej obecności pomogła zapomnieć o wszystkich problemach. Tak bardzo po raz ostatni chciał ją przytulić. Błagał Boga o taką opcję, choć ze względu na stan wiedział, że to prawie niemożliwe. Kiedy przyszedł czas, zabrał narty i po chwili wyrósł przed nim zimowy krajobraz Soczi. Odepchnął się od belki. Czuł wiatr, który odsuwał od niego wszystkie problemy. Doskonale wyczuł próg, teraz pozostało mu tylko wyzwolić marzenia. Skocznia nie należała do największych, ale ten lot był jednym z najbardziej dłużących się w jego życiu. Wylądował na linii oznaczającej rozmiar skoczni. Wiedział, że mu się udało. W geście triumfu i przypływie euforii uniósł do góry dłonie zaciśnięte w pięści. Znów poczuł silne ukłucie. Tym razem ból okazał się zbyt silny...  Wszechogarniająca ciemność sprawiła, że runął na ziemię.
~*~
Gdy wylądował, była najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.  Gdy obok jego nazwiska pojawiła się jedynka uczucie szczęśliwości nasiliło się jeszcze bardziej, ponieważ wiedziała, że osiągnął swój cel. Później upadł... Przyklęknęła na śniegu, po czym wybuchnęła gromkim płaczem. Została okrążona przez cały team, zapewniający, że u Schlieriego wszystko w porządku. Twierdzili, że to tylko źle ułożona narta, za którą sędziowie nawet nie obniżą oceny. Zaniepokoili się, bo blondyn wcale się nie podnosił. Morgi i Kofler pobiegli zapytać o co chodzi. Ona nie musiała. Wiedziała, że nigdy nie będzie tak jak dawniej, że operacja wcale może nie pomóc. Nie biorąc pod uwagę dekoracji medalowej, cała kadra wsiadła do busa i ruszyła śladami karetki.

Znów wszystko dzieje się tak szybko... 14 grudnia epilog. Dlaczego wtedy ? Jest to dla mnie bardzo ważna data, ale o tym pod następnym wpisem :) 
Byle do świąt, bo ta szkoła powoli mnie wykańcza :< 
Pozdrawiam :* 
P.S.Dopiero dziś miałam okazję pooglądać film o Agacie Mróz. Jeśli jeszcze nie oglądałyście, gorąco polecam. Przeważnie nie wzruszam się przy filmach, ale ten był cudowny.

sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 4. 'Cieszmy się chwilą.'


Od pamiętnego pocałunku minął ponad tydzień. Tydzień bez jakichkolwiek rozmów, wiadomości tekstowych, czy nawet wymiany spojrzeń. Próbowała porozmawiać z nim po treningu, ale opuścił szybciej obiekt jakby wyczuł jej intencje. Nie zawiodła się po raz pierwszy, ale miała nadzieję, że w końcu będzie inaczej, w końcu się uda. Dziewczynę nachodziły co raz większe wątpliwości, że kiedykolwiek będzie szczęśliwa. Śledziła poczynania skoczków podczas kwalifikacji. Choć nastawienie do Schlierenzauera diametralnie się zmieniło, miała nadzieję, że przynajmniej ujrzy go na ekranie. I to okazało się złudne. Nie chciała wypytywać ojczyma o powody nagłego opuszczenia zgrupowania podopiecznego. Brak blondyna i słaba dyspozycja ulubieńców sprawiła, że straciła chęć do dalszego oglądania. Zdjęła z wieszaka zimową kurtkę i już po chwili poczuła na swojej twarzy podmuch zimnego wiatru. Śnieg sypał niemal bez przerwy od dobrych kilku dni. Na dworze powoli zaczęło się ściemniać, a oświetlona skocznia była co raz bardziej widoczna. Kiedy znalazła się na miejscu, Juniorzy właśnie kończyli swój trening. Wymieniła parę słów z ich szkoleniowcem, po czym przysiadła na przemarzniętej trybunie. W tylnej kieszeni spodni, wyczuła obecność zapalniczki. Drżącą ręką sięgnęła po przedmiot i kilka razy obróciła go w dłoniach. „Jestem zbyt słaba” – powtarzała w myślach. Paliła drugiego papierosa, gdy w oddali dostrzegła czyjąś sylwetkę. Chciała pobyć w samotności, więc fakt, że mężczyzna szedł w jej kierunku nie był zadowalający. Znajomy głos sprowadził brunetkę do pionu. Niepewnie zwróciła wzrok w kierunku, z którego się wydobywał:
- Cześć, mogę się dosiąść ? – był skrępowany. Po raz pierwszy odkąd się poznali.
- Jasne – wskazała ręką wolne miejsce – Nie powinieneś być teraz na zgrupowaniu ?
- A ty nie powinnaś odstawić tych śmieci ? – skrzywiony odpowiedział pytaniem na pytanie.
Niedawno obiecała, że przestanie palić, ale uzależnienie okazało się silniejsze.  Skoczek był przekonany,  że jeśli Alex chce rzeczywiście wrócić na skocznię, musi najpierw zrezygnować z używek. Wysypał zawartość czarno-niebieskiej paczki, po czym zasypał ją śniegiem, czekając na reakcję rozmówczyni.
-  Dlaczego się o mnie martwisz ? Przecież nie jestem dla ciebie nikim ważnym. Jeśli zlecił ci to twój trener, możesz dać sobie spokój.
- Nigdy więcej tak nie mów. Uwierz, że chciałbym wszystko ci wyjaśnić. Niestety nie mogę…
Rzuciła ostatnie zawistne spojrzenie i szybkim krokiem ruszyła w kierunku wyjścia. Wolała, żeby w ogóle się nie pojawiał. Powoli pogodziła się z myślą, że ostatecznie go straciła, a on powiedział parę słów i od razu zburzył cały konspekt. Złość kumulowała się w niej co raz bardziej, ale to nie Schlieri był głównym powodem. Nie mogła sobie wybaczyć, że znów popełniła ten sam błąd. Znów się zakochała… Znów nieszczęśliwie. Miała już opuszczać obiekt, gdy usłyszała stłumiony krzyk. Głośno wciągnęła powietrze i odwróciła się na pięcie:
-Zaczekaj.. - położył na jej ramieniu dłoń, którą gwaltownie zepchnęła.
 Być może byl to najgorszy moment w całym jego życiu. Nie mógł przyrównywac go do tych błahych związanych z karierą, a nawet do chwili, gdy dowiedział się o chorobie. Zupełnie nie wiedział co zrobić, a głos uwiązł mu w gardle. Miał świadomość, ze niezależnie od tego co teraz powie, wszytko się zmieni. Nigdy nie będzie jak dawniej. Dziewczyna powoli zaczynała się niecierpliwić, więc stwierdził, że w końcu powinien się odezwać:
- No to o czym chcesz wiedzieć ? - zapytał 
- O wszystkim. Od początku do końca. Dlaczego w ogóle się mną zainteresowałeś ? Bo Alex wydał ci taki rozkaz ? A teraz tak szczerze - kiedykolwiek coś dla ciebie znaczyłam ? - miała wątpliwości co do tego, czy skoczek w ogóle zrozumiał te kilka zdania, które wypowiedziała w szaleńczo szybkim tempie.
- Ty jeszcze masz czelność o to pytać ?! Jesteś aż taka niedomyślna ?! - krzyczał, by wyładować złość - Naprawdę nie rozumiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza ?
- Gdybym była to ostatni tydzień z pewnością wyglądałby inaczej. 
Właśnie wtedy odsunął od siebie ciemne myśli, które nieprzerwanie dręczyły go od kilku tygodni. Być może już dawno powinien o wszystkim powiedzieć, a decyzję pozostawić jej. Jeśli zechce, da sobie spokój. Jeśli nie, potowarzyszy mu do końca:
- Już wkrótce na długo się rozstaniemy... - nie chciał używać słowa 'wieczność'. 
- Sochi ? Przecież to żaden problem. Mogę jechać razem z całym teamem.
Jeszcze wtedy myślała, że właśnie to jest dla niego największą komplikacją. Od razu poczuła się lepiej, poprawił się również humor. Niestety tylko na kilkanaście sekund. Kiedy ona odetchnęła z ulgą, on na skraju załamania starał się dobrać odpowiednie słowa. 
- Jestem chory, niedługo się pożegnamy. Na zawsze. 
- Nie rozumiem, o czym ty mówisz ?! - w przypływie paniki podniosła głos. 
- W ostateczności mogą przeprowadzić operację, ale szansa na przeżycie wynosi tylko 2 %. Zdobędę dla ciebie medal, a później... - tutaj zawiesił głos. 
- Przepraszam... 
Wpadła w ramiona skoczka zachodząc się płaczem. Nie myślała nawet, by zapytać jaką postawiono mu diagnozę. Liczył się tylko moment. Ten i wszystkie następne, które dane im było przeżyć razem. Wewnętrzna złość na samą siebie, nie dawała dziewczynie spokoju. Jak mogła być aż taką egoistką ? Starała się nie myśleć o tym, jak niewiele czasu pozostało. Popatrzyła na twarz Schlierenzauera. Histeryzowała niczym małe dziecko, a on pozostał oazą spokoju. Nie dała rady odczytać jakichkolwiek uczuć. Trwali w uścisku kilka minut, chyba żadne z nich nie chciało przerywać błogiej chwili.W głowach tej dwójki krążyło wiele dziwnych myśli i pytań. 
- Obiecasz mi coś ? - Gregor przerwał milczenie. 
- Postaram się. 
- Rzucisz palenie, alkohol, zadbasz o siebie... I wrócisz na skocznię. Zrobisz to dla mnie ? 
- Nie wiem - nie kłamała. W głowie miała kompletną pustkę, nie zamierzała jak na razie snuć żadnych planów na przyszłość.
- Wierzę w ciebie, jesteś silna. Mamy jeszcze trochę czasu, ale mówię ci to na wypadek, gdybym jednak nie zdążył. 
- Cieszmy się chwilą.
Ich usta złączyły się w pocałunku, którego tym razem żadne z nich nie żałowało. 

~*~
Przepraszam... 
Za treść, długość, ogólnie wszystko.
Obiecałam sobie, że dokończę to opowiadanie. Pod koniec tygodnia dodam ostatni rozdział, później epilog. Dlaczego tak krótko ? Ten blog jakoś mi nie leży :/
Mam pomysł na coś nowego, w innych klimatach :D Jednak skoczków nie zabraknie na pewno.